Zatrzymać patenty na oprogramowanie
- Dodano: 1 marca 2008
- Wprowadził: kocio
- Komentarze: 48
Ruszyła kampania End Software Patents (ESP), która będzie się starała uświadomić ogrom problemów, do jakich prowadzi patentowanie oprogramowania. Członkowie inicjatywy chcą doprowadzić do likwidacji tej formy ochrony kodu w USA.
Patenty na oprogramowanie to broń obosieczna, czego interesującym przykładem jest Microsoft. Z jednej strony nadal utrzymuje, że Linux i FLOSS narusza jego 235 patentów, a z drugiej sam pada ofiarą procesów o odszkodowania za wykorzystywanie opatentowanych przez kogoś technik. Smaczku sprawie dodaje wypowiedź Billa Gatesa z 1991 roku, kiedy firma miała przyznane zaledwie kilka patentów. Gates ostrzegał wówczas przed ich zgubnymi skutkami, strasząc patentami na trywialne rozwiązania techniczne (z czasem życie potwierdziło te jego obawy), a nawet zatrzymaniem całego przemysłu — do czego wprawdzie na szczęście nie doszło, ale przyczyniło się do rosnącej monopolizacji rynku IT.
Obecnie firma posiada około 6 tysięcy patentów i nie skarży się już tak głośno, ponieważ mając duże zasoby może znieść więcej niż inni. Jednak wiadomo, że tak naprawdę nikt — z Microsoftem oraz IBM-em, posiadaczem największego patentowego portfolio na świecie, włącznie — nie może się czuć bezpieczny od niespodziewanych pozwów za dowolny fragment kodu. Nie istnieje po prostu żadna skuteczna metoda zapobiegania takim skargom, nawet gdyby ktoś chciał najbardziej solennie przestrzegać reguł ochrony patentowej, co stawia na głowie cały sens przyznawania patentów na oprogramowanie. Najbliższe prawdy jest tu określenie „patentowa ruletka”.
Wydany przez ESP 13-stronicowy raport wykazuje, że przemysł Stanów Zjednoczonych ponosi rocznie koszta przegranych spraw patentowych dotyczących oprogramowania w wysokości 30 miliardów dolarów, podczas gdy uciążliwa rejestracja wniosku patentowego sama w sobie nie przynosi żadnych zysków. Istnieją natomiast firmy (tzw. trolle patentowe), których jedynym celem jest skupowanie takich patentów, a następnie wszczynanie procesów sądowych o odszkodowanie.
Winą za obecną sytuację przeciwnicy patentów na oprogramowanie obarczają głównie rozszerzanie zakresu ochrony patentowej, a jednocześnie wskazują, że znacznie bardziej racjonalną i przewidywalną metodą ochrony kodu jest prawo autorskie. Są szanse, że ich zastrzeżenia znajdą odzwierciedlenie w amerykańskiej praktyce sądowniczej, a ponieważ USA są rozsadnikiem tego prawa (w przeszłości naciskano choćby na Unię Europejską i Australię), to poskromienie patentowej paranoi w jej mateczniku będzie miało wpływ na unormowanie sytuacji na całym świecie.
Więcej informacji: http://www.heise-online.pl/news/item/3166
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
48 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


W pierwszej chwili jak przeczytałem tytuł: "Zatrzymać patenty na oprogramowanie" pomyślałem, że chodzi o "ZATRZYMANIE – UTRZYMANIE – ZACHOWANIE" w dalszym ciągu patentów. No ale po przeczytaniu części newsa można było się już domyśleć, że chodzi o ZATRZYMANIE – ZASTOPOWANIE – LIKWIDACJE patentów.
Trochę ten tytuł mylący.
A czemu by niby miało nie być patentów na oprogramowanie ? Jakoś np. są patenty na produkty farmaceutyczne, ale przeciwnicy patentów na soft mają oczywiście gdzieś inne dziedziny, bo to ich przecież nie dotyczy.
Nie wszystkie patentowane algorytmy są oczywiste. Załóżmy, że ktoś wymyślił super algorytm sortowania, nad którym siedział 2 lata, przy czym nikt inny tego algorytmu nie znał, ani nawet nie wiedział, że można sortować dane w pewnien określony sposób. Gość składa podanie o patent, ale dodatkowo umieszcza opis algorytmu w internecie. Nagle wszyscy (czy open source czy nie) ignorują zastrzeżenia "Patent Pending" i implementują owy algorytm w swoich programach. Twórca dostaje patent i nagle podnosi się wrzawa, że jak on to może patentować, bo to rozwiązanie jest takie oczywiste. Przypominam, że zanim gość opublikował artykuł, nikt nie wiedział, że można coś takiego zrobić.
A co z innymi dziedzinami ? Np. gdyby Edison czy inni wynalazcy nie mogli by patentować swoich rozwiązań, to w ogóle nic by się nie opłacało wymyślać, bo każdy by skopiował to nad czym siedziałeś X lat. Komputerów też byście nie mogli używać, bo rozwiązania użyte do budowy tranzystorów czy układów scalonych też były opatentowane. Dzisiaj działanie tranzystorów czy układów scalonych jest "oczywiste" dla wszystkich, ale twórcy też musieli poświęcić kupę kasy i czasu na badania. Zanim ktoś wymyślił powyższe rozwiązania techniczne, nie były one w cale takie oczywiste, i mało kto wiedział, że można było coś takiego zrobić.
IMO po prostu patenty na algorytmy są "niewygodne" dla niektórych osób i tyle, bo po co samemu poświęcać czas i pieniądze na badania, skoro można "pożyczyć" pomysły od innych a potem wymuszać likwidację patentów.
Tak, oczywiscie, masz racje…ALE:
Zdecydowana wiekszosc tych patentow dotyczy tak rewelacyjnych, niespotykanych i niezwykle trudnych do wymyslenia zagadnien jak dwuklik myszką albo menu kontekstowe :] Do tego opisy tych patentow sa tak zawile i pogmatwane zeby jak najwiecej sie dalo pod nie "podciagnac" (tak jakby Edison mial dostac patent na "cos co swieci jak sie temu dostarczy energii"). Sytuacja teraz wyglada tak, ze pisze sie kod i czeka czy ktorys z troli dopasuje fragment kodu do swojego patentu czy tez nie, a to raczej nie jest zdrowa sytuacja popychajaca postep naszej cywilizacji do przodu ;]
Nie, oczywiscie, kolega nie ma racji. Patenty na oprogramowanie są nie do przyjęcia. Oprogramowanie to nie to samo co maszyny, nie to samo co leki. Granica między rozwiązaniem o charakterze technicznym (patentowalne teoretycznie) a rozwiązaniem nie mającym takiego charakteru jest płynna, ja bym powiedział że nie możliwa do określenia.
Poza tym, wyraźnie widać że patenty w branży informatycznej nie działają, firmy składają wnioski patentowe żeby się bronić przed pozwami z innej strony. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w farmacji, gdzie firmy czerpią z patentów prawdziwe zyski. W biznesie softwareowym na patentach zarabiają jedynie trolle. Ucieka tu nam sens ich wprowadzania, nie przynoszą zysków twórcom – nie mają więc prawa bytu.
Tak, racja, problem tylko jak przekonac o tym
prawniczy beton… Oby sie udalo.
No u nas akurat nie ma z tym problemu. W Polsce na szczęście nie da się patentować algorytmów, wzorów matematycznych i paru innych rzeczy
:P
Patenty są formą monopolu (w czystej postaci). I jak każdy monopol działa niekorzystnie dla klientów. A ja jestem głównie klientem i mam w głębokim poważaniu problemy producentów którzy muszą opędzać się od konkurencji. Dlatego wszystkie (nie tylko na oprogramowanie) patenty powinny iść do piachu.
.
I nie kupuję argumentu o zatrzymaniu rozwoju bez patentów. Historia cywilizacji ludzkich trwa ,,trochę'' dłużej niż od 19 wieku. Z resztą produkcja softu kwitnie poza chorym systemem w USA.
Niekorzystnie dla klientow — zgoda, ale dla Wielkich
Firm korzystnie, a zwyrodnialy kapitalizm toleruje
Wielkie Firmy i Monopol.
Przepraszam, że politycznie, ale skoro Wielkie Firmy mogą przekonać legislaturę do zmiany prawa na swoją korzyść, to to się z kapitalizmem mija.
Ok, napisalem wyraznie: zwyrodnialy kapitalizm,
np. ten u Wielkiego Brata zza Wielkiej Wody.
Podaj przykłady takich algorytmów. Jeżeli takie sytuacje istnieją, jest ich na pewno mniej niż złych pozwów o naruszenie patentów i innych cyrków, które stopują rozwój branży IT. Innymi słowy: patenty na oprogramowanie w takiej formie nie powinny istnieć. Ktoś ma jakieś inne rozwiązanie tego problemu, niż zniesienie patentów na oprogramowanie? Jeszcze jedna kwestia. Zastanów się, czy gdyby nie było patentów gość by siedział tyle lat nad wymyśleniem tego algorytmu. Procedura opatentowania czegoś w USA jest diabelnie trudna do przeskoczenia, a gość ze sprzedaży własnego softu i tak miałby zbyt mało kasy (brak zaplecza marketingowego). W dodatku sprzedaż praw do użycia jego rozwiązanie i tak nie przynosiłoby mu zysku, gdyż wszyscy obawialiby się prawa/jego licencji. Wniosek jest jeden: programista oczywiście musiał mieć inne intencje do znalezienia tego rozwiązania lub wpadł na nie przypadkiem. Zresztą nie wmówicie mi, że zaczął szukać rozwiązania, nie opierając się o posiadaną wiedzę na temat algorytmów sortowania. Bez jakiejkolwiek wiedzy, nie wiedziałby od czego zacząć. Prawo patentów na oprogramowanie jest więc złe!
Jeszcze jedno pytanie. Czy przypadkiem Pan Thomas Edison nie chciał doprowadzić do wyniszczenia twórców Hollywoodu?? Ten sam przemysł filmowy, po prostu uciekł do Hollywoodu przed prawem patentowym. W tamtym okresie zrzeszenie organizacji filmowych, które podporządkowało się licencją Edisona, nazywano trustem(zaufaniem?). Instytucje i podmioty, które nie podporządkowały się trustowi, nazywano banitami. Końcem końców, obecny przemysł filmowy uciekł przed jarzmem Edisona. Z innej strony, konieczność walki o przetrwanie doprowadziły do monopolizacji branży filmowej, więc patenty i tak wprowadziły monopol, mimo że stali się nim podmioty, które na nim traciły i uciekały przed nim. Gdzie w takiej sytuacji widzisz dobro społeczne? Kto skorzystał na takim przebiegu spraw?
To moze jak juz ktos zaproponowal kiedys – podatek od wlasnosci intelektualnej. Wszak podatki sa od wszystkiego, to czemu nie od wlasnosci intelektualnej i jej wartosci.
Najlepiej wprowadzić podatek od życia – choćby jeden promil – wszak życie jest bezcenne.
Jest taki podatek. Nazywa się "pogłówne" i występuje w UK (być może jeszcze gdzieś).
W UE występuje taki podatek w wersji ujemnej – dotacje do rolnictwa: można nic nie robić, a pieniądze same wpływają
Uzupełnienie: dopłaty obszarowe.
Mieszkam w UK, ale o takim podatku nigdy nie słyszałem…
Dokładnie tak, Thatcher próbowała wprowadzić pogłówne (poltax), ale jej własna partia się sprzeciwiła.
1. Patenty nie mogą być z tego co wiem na wzory matematyczne. Dla mnie różnica między wzorem a algorytmem jest dość… płynna.
2. Przykład z Edinsonem jest o tyle nie trafiony, że:
- Współpracował w pracy nad kamerą ze współpracownikiem, który… nie dostał nic.
- Nie wynalazł żarówki tylko dodał do niej drut, który się nie przepalał. Gdyby żarówka była wtedy opatentowana…
3. Twierdzenie, że bez patentów nie byłoby rozwoju nie jest w pełni uzasadnione (tzn. nie wiemy tego) i raczej jest wątpliwe (można dyskutować, że rozwój byłby wolniejszy). Ludzkość wynalazła całą masę rzeczy (koło, ogień, ubrania, broń, budynki, pismo, druk…) bez patentów. A i patenty nie przyniosły jakiegoś ogromnego skoku w rozwoju…
Matematyka rozwija się w ogóle bez patentów i dość trudno powiedzieć, żeby matematycy na to narzekali…
4. Co z ewolucją równoległą. Takie rzeczy się zdarzają – nawet chyba w miarę często.
slusznie, w programowaniu algorytm to przeciez jakis
sposob jak cos zrobic _w ramach matematyki_
no chyba, ze ktos uwaza, ze ktos umiejacy obsluzyc
worda/excela to informatyk…
!. Primo po pierwsze: patenty w przemyśle farmaceutycznym ograniczają de facto wolny rynek w branży medykamentów. Za to płacimy wszyscy. (Chyba, że ktoś nie choruje – no to jestem pełen podziwu). Często podnosi się argument, że bez patentów w branży farmaceutycznej, nie opłacała by się produkcja, lub badania. Nie jest to prawdą gdyż: badania najczęściej prowadzą ośrodki naukowe, które są finansowane najczęściej przez granty badawcze i podatnika. Granty fundowane są przez prywatne fundacje, przez przemysł którego częścią są także firmy farmaceutyczne. Patenty skutecznie uniemożliwiają podjęcie współzawodnictwa nad badaniami tych samych leków, co wydłuża procedury badawcze, powoduje znaczny wzrost kosztów związanych z badaniami danych leków. Skutek jest taki, że potencjalni beneficjenci nie dożywają czasu, gdy lek jest już dostępny. Przepraszam za przydługi off-topic.
2. Secundo po drugie: Nie wszystkie algorytmy są oczywiste, podobnież jak duża część twierdzeń mat. i ich dowodów. Algorytm na dobrą sprawę jest zapisem pewnej idei bądź twierdzenia (twierdzeń) mat. Jeśli chodzi o ochronę owoców pracy programistów, wystarczy prawo autorskie i tajemnica handlowa w sensie nieobligatorynego udostępniania kodu źródłowego. W przeciwnym wypadku, może niech lekarze zaczną patentować sposób leczenia pacjentów, a adwokaci swoje wystąpienia na sali sądowej.
3. Tertio po trzecie: Porównaj sobie chociażby czas i formę ochrony patentowej w czasach gdy Edison wynalazł żarówkę i teraz. Jeśli odwołujesz się do czasów rewolucji przemysłowej, to przypominam, że patenty pojawiły się jako wymysł prawników w pierwszej połowie XIX w. W czasach początku rewolucji przemysłowej, patenty nikogo nie krępowały.
4. To prawda, że tranzystor był opatentowany. Pierwszy raz opatentowano tranzystor w Niemczech w 1928 (!!!) roku. Później, po raz drugi w Bell Laboratories w 1947. Teraz zadam pytanie: kiedy dostęp do urządzeń elektronicznych zaczął być masowy? Odpowiedź: PO okresie, w którym był chroniony przez prawo patentowe…
5. Ostatni przypadek zdaje się to potwierdzać hipotezę, że patenty spowalniają rozwój technologiczny i hamują postęp techniczny. Są niewygodne dla NAS. WSZYSTKIE. Nie tylko te software'owe.
6. Z życia wzięte (historia miała miejsce ponad 10 lat temu): Pan X buduje pirometr optyczny. Patentuje go. I zaczyna produkować. Ponieważ jest sam, ma małą firemkę, nie ma pieniążków na marketing i dotarcie do potencjalnych nabywców na zachodzie. Po około 1,5 r. czasu identyczny pirometr zaczyna produkować jeden z niemieckich koncernów. Pan X chce iść do sądu… …ale ma problem… …nie ma pieniążków na koszta sądowe… Następny pirometr, o lepszych parametrach, który zbudował Pan X już nie był opatentowany. Autor zaszył soft z kilkoma bajerami układzie sterującym. Truuudne do ściągnięcia… I o ile mi wiadomo żaden inny duży producent go nie produkuje. Wniosek nasuwa mi się jeden: patenty chronią jedynie duże firmy, które mają środki na batalie sądowe. Patenty nie chronią szarych inżynierków.
7. Patenty chronią, ale nie wszystkich. Chronią bogatych, a nie tych, którzy przez własną pracę chcą się dorobić, a więc potencjalnie najbardziej produktywnych. W jaki sposób to robią? Ograniczają wolność. Wszystkim jednakowo? Nie. Słabym bardziej, silnym w praktyce wcale. Wprowadzają więc nierówność wobec prawa. A więc imho są ZŁE.
Przepraszam, mój dziadek przed wojną miał radio. Proszę mi nie wciskać kitu, że masowy dostęp do urządzeń elektronicznych to dopiero ostatnie lata.
.
Dalej: w 1925r. (a nie 1928r.) opatentowano transystor polowy. Opatentowano i tyle, bo ze względu na ograniczenia technologiczne (konkretnie niemożliwość położenia odpowiednio cienkiej warstwy izolatora bramki) nie udało się go wykonać. Tranzystor Shockleya z to był tranzystor ostrzowy, czyli coś co do niczego (poza dostaniem Nobla) się nie nadaje, bo jest za delikatne.
.
A teraz drogi przyjacielu, weź sobie dowolną stronę WWW na temat historii elektroniki i zobacz, że aby nastąpiło upowszechnienie elektroniki tranzystorowej należało jeszcze wymyślić: tranzystor bipolarny (1951), sposób produkcji krzemu monokrystalicznego (1952), fotolitografię (1954), układ scalony (1958), epitaksję (1960), technologię TTL(1962), CMOS (1963) i mikroprocesor (1971). Co ciekawe, każde z tych osiągnięć było chronione co najmniej jednym patentem.
.
Ale co tam. Takie fakty są niewygodne. Mój laptop opiera się o tranzystory złączowe, a patenty są złe. Amen.
Patenty pojawily się w Wenecji w XV w. W czasie rewolucji przemysłowej były jak najbardziej znane i były przedmiotem wielu przekrętów.
Pan Y pisze soft. Po pół roku orientuje się, że duży zachodni koncern sprzedaje soft oparty na DLL-ach wyciągniętych z jego programu. Chce iść do sądu, ale nie ma pieniędzy… Wniosek: prawo autorskie też nie chroni drobnych twórców i wprowadza nierówność wobec prawa.
Lepiej bym tego nie ujął.
> W przeciwnym wypadku, może niech lekarze zaczną patentować
> sposób leczenia pacjentów, a adwokaci swoje wystąpienia na
> sali sądowej.
Oj, żebyś nie wykrakał
W tym chorym świecie wszystko jest możliwe.
zle jak wiele rzeczy, dajacych wielkim firmom i
prawnikom tyle wladzy i pieniedzy, ile maja
(i chca jeszcze wiecej, bo, jak to ktos ujal
w Vabanku, ten, kto ma pol miliona jest bogatszy
od tego, co ma cwierc miliona).
Widzisz… niekoniecznie
Twórca układu Darlingtona (dwóch połączonych tranzystorów) opisał wykonananie struktur 2 tranzystorów w jednej bryle ciała stałego. Niestety, na swoje nieszczęscie, opatentował układ TYLKO DWÓCH tranzystorów…
Sztandarowa odpowiedź na takie teksty: Wyobraź sobie, że opatentowano twierdzenie Pitagorasa (i słusznie, gość musiał trochę nad tym posiedzieć), czy rachunek różniczkowy. Za każdym razem, jak ich używasz, musisz komuś zapłacić. Zdrowe?
Po pierwsze – dlatego, że (przynajmniej w obecnej formie) to szkodliwe dla zdrowia gospodarki. Podnosi koszty i ryzyko wszystkich przedsiębiorstw, a żeby odzyskać choć część pieniędzy straconych na wykupywanie patentów, trzeba kogoś pozwać. Na pewno jest to dobre dla prawników. Zwiększa popyt na ich usługi. Ale dla gospodarki jako całości lepiej jest, gdy ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej jest jak najmniejsze. Tak samo zresztą jak bariera wejścia na rynek.
Po drugie – pokaż mi 10 rozsądnych patentów na oprogramowanie, a znajdę Ci 100 innych, bzdurnych. Po prostu nie ma mechanizmów odróżniania patentów innowacyjnych od oczywistych.
Skoro można opatentować dwuklik myszą i wózek w sklepie internetowym, to można opatentować wszystko. Koszty ponoszą wszyscy, zyski przypadają temu, kto był szybszy, no i prawnikom.
Po trzecie (wg mnie najważniejsze) – oprogramowanie to zapisany w komputerze sposób postępowania. Nie różnią się one niczym od twierdzeń matematycznych, oprócz sposobu zapisu.
Prawo chyba każdego kraju (na pewno Polski i USA) ma zapis o niepatentowalności twierdzeń matematycznych. Każdy pomysł, by patentować twierdzenia spotkałby się z głośnym protestem – i słusznie – bez osiągnięć matematyki osiągnięcia naszej cywilizacji byłyby dużo mniejsze. Jednak oprogramowanie – zupełnie inna sprawa. Bo można na nim _szybko_ zarobić.
PS. w USA nie wiedzą wcale na pewno, czy można patentować oprogramowanie – wszystko jest robione trochę "na wszelki wypadek". Mają dwa różne sądy – jeden jest za patentami, drugi raczej przeciw. Drugi jest wyższą instancją, ale nie zajmuje się tą sprawą bezpośrednio. Ten niższej instancji jest między innymi "od patentów".
Szczegóły i źródła: http://endsoftpatents.org/resources-for-lawyers
Jeśli już coś wcześniej istniało to masz prior art. Patenty nawet na menu kontekstowe i inne "proste i oczywiste" rzeczy niekoniecznie są bzdurne. Czy w czasach, zanim wprowadzono te rozwiązania do GUI, wszyscy wiedzieli, że coś takiego można zrobić w dany sposób ? Wiadomo, że nie wszystkie patenty są słuszne, jak np. patentowanie czegoś co istniało już od dawna.
Co do "prostych" rozwiązań: FYI – nawet sposób przechowywania opon na specjalnych regałach jest opatentowany i jakoś nie słychać, żeby była wrzawa "jakie to proste".
Matematyka jest niepatentowalna, bo stanowi część praw natury.
Prawa natury są niepatentowalne dlatego, że one istnieją od zawsze i są przez ludzi odkrywane. Natomiast (patentowalny) wynalazek musi polegać na stworzeniu czegoś nowego.
.
Twierdzenie, że oprogramowanie (w przeciwieństwie do algorytmów) stanowi gałąź matematyki jest równoważne stwierdzeniu, że system Windows istniał od zawsze jako produkt fundamentalnych aksjomatów matematyki, a Microsoft jedynie odkrył jego istnienie. Jak widać, jest to kompletna bzdura.
Nie patentuje się "systemu windows". Od tego jest prawo autorskie i nie mam nic do niego. Patentuje się poszczególne algorytmy użyte przy pisaniu tego systemu.
I to patentujemy je w postaci abstrakcyjnej – niezależne od szczegółów implementacyjnych i języka, w jakim zostały wyrażone. Większość z tych algorytmów jest oczywista, niektóre nawet są jedyną rozsądną metodą zrobienia czegoś. Mimo to kto pierwszy ten lepszy – "prior act" nie działa za dobrze, skoro istnieją takie patenty jak:
http://v3.espacenet.com/textdoc?DB=EPODOC&IDX… (w skrócie – architektura klient-serwer w grze komputerowej – oczywista i naturalna, od kiedy istnieje sieć takie rzeczy robiło się w ten sposób).
http://v3.espacenet.com/textdoc?DB=EPODOC&IDX… (w skrócie – zastępowanie powtarzających się ciągów znaków znacznikami – innowacyjne, że ho ho)
http://v3.espacenet.com/textdoc?DB=EPODOC&IDX… (w skrócie – generowanie unikalnego linka dla danego użytkownika i przekazanie mu go)
http://v3.espacenet.com/textdoc?DB=EPODOC&IDX… (w skrócie – wtyczka do programu)
itp itd
Chodzi o to, że gdyby patenty na urządzenia techniczne działały w ten sposób, można by opatentować "metodę sterowania pojazdem mechanicznym przy użyciu obiektu fizycznego połączonego mechanicznie i/lub elektrycznie z siłownikami urządzeń sterujących pojazdem). I żądać opłat od producentów wszystkich pojazdów dających się sterować.
Matematyka nie stanowi praw natury bardziej niż algorytm przeszukiwania grafu wszerz.
Wiele twierdzeń matematycznych nie ma odpowiedników ani zastosowań w świecie rzeczywistym. Nie ma też żadnych dowodów, że prawa matematyczne są prawami natury (cokolwiek to znaczy). Po prostu opisują one dość dobrze niektóre zjawiska.
Kiedy opatentowane są algorytmy – czyli (być może była) dziedzina matematyki. Pojęciem informacji(bitu) funkcjonuje w badaniach nad entropią (Matematyka, Fizyka). Weduk teorii względności informacja nie może podróżować szybciej niż światło (Fizyka). Jeśli pojęcie informacji należy do Fizyki i Matematyki to dlaczego pojęcie ile jest informacji w wiadomości nagle należy do informatyki a nie matematyki?
Dodatkowo czy matematyka istnieje od zawsze czy jest stwarzana przez ludzi nie jest wiadome (bo jak?) i stanowi jedno z kilku pytań nad którym filozofowie zastanawiają się od jakiegoś czasu
. Ponownie istnieje pytanie o 'istnieje' i 'zawsze' (można powiedzieć, że istniał w przestrzeni fazowej).
Nie wspominając już o tym, że 'patenty na oprogramowanie' to także 'patenty na algorytmy' (chyba lzf jest/był opatentowany).
warsztat pracy fizyka teoretyka: kartka, olowek, smietnik
warsztat pracy filozofa: kartka, olowek
: )
Matematyka jest niepatentowalna, bo jest nieuzytkowa.
I nie ma nic wspolnego z Natura, ktora opisuja i badaja
raczej fizyka i dalej (chemia, biologia, …). Uzywajac
kawalkow matematyki jako jezyka.
Proponuje poczytac teksty na GNU albo posluchac czegos
w wykonaniu RMS o patentach. I zapamietac, ze oni nie
sa przeciwko patentom jako takim (choc maja wiele
zastrzezen), ale przeciwko patentowaniu oprogramowania.
W tym zdaje sie algorytmow.
Moim zdaniem tych ostatnich nie powinno sie patentowac,
troche podobnie jak wzorow, twierdzen itp.
> Matematyka jest niepatentowalna, bo jest nieuzytkowa.
Zadziwiające. W szkole na matematyce zawsze pokazują jak coś jest potrzebne w życiu. Fizyk/Biolog/Chemik i inni dokłądają swoje przykłady.
Chcesz powiedzięć że np. procent składany jest 'nieużytkowy'? A spróbuj wysłać sondę na marsa bez rachunku różniczkowego…
Matematyka jako nauka nie ma ambicji byc uzytkowa.
To, ze czesc jej dorobku znajduje zastosowanie,
"czystych" matematykow nie obchodzi. Natomiast fizykow,
inzynierow i tych od procentow (ekonomow
owszem.
Są dwa podejścia 'filozoficzne' do matematyka [1]. Jedno jest to o którym wspomniałeś. Drugie sprowadza matematykę do roli jedynie narzędzia w naukach[2] – i wtym pojęciu nie ma 'czystej' matematyki.
Znacznie bliższe jest mi to pierwsze podejście o którym pisałeś – ale trzeba mieć świadomość, że nie jest ono jedyne.
[1] Co ciekawe czym jest nauka i czym jest matematyka[2] zajmuje się filozofia nauki i filozofia matematyki.
[2] Wolę anglosaskie (conajmniej) rozróżnienie matematyki(Mathematics) i nauki(Science) – co zresztą jest przymowane przez podejście o którym napisałeś.
z całym szacunkiem, to to jest kompletną bzdurą!!! ale to kwestia poglądów ja podzielam poglądy przeciwne.
identyfikuję się z ludźmi, którzy uważają, dzielenie się między sobą (wiedzą czy to matematyczną, czy farmakologiczną, etc. czy też czymkolwiek innym), za szczyt cywilizacji.
ale to tylko moje skromne zdanie, niestety zdaje sobie sprawę z faktu, że nie jest, ten pogląd dość popularny
Sprawa jest nieco bardziej skomplikowana niż to się tutaj przedstawia.
.
Po pierwsze, od lat 80-tych nastąpił istotny spadek jakości patentów przyznawanych przez USPTO. Obecne amerykańskie opisy patentowe w porónaniu do tych z lat 70-tych są po prostu śmieszne. Dawniej opis dotyczył zasady działania urządzenia, a teraz są wielostronnicowe elaboraty na temat tego, że moduł A z modułem B połączony jest magistralą I2C, z modułem C magistralą SPI, a wyświetlacz jest zielony, natomiast opis samego działania jest na zasadzie "koń jaki jest każdy widzi". Być może jest to efektem tego, że USPTO nie rozróżnia patentów na wynalazki od wzorów użytkowych.
.
Po drugie. Algorytmy są niepatentowalne dlatego, że są traktowane jako gałąź matematyki, a ta jest niepatentowalna. Jest to zasada, która w dalszym ciągu obowiązuje na całym świecie (w tym w USA).
.
Po trzecie. Problem pojawił się w chwili gdy zaczęto stosować komputerowe sterowanie różnych rzeczy. Wtedy okazało się, że algorytmy sterujące mają tzw. "skutek techniczny". W USA patentowalność tej klasy algorytmów dopuścił Sąd Najwyższy w 1981 r. w sprawie Dianond v. Diehr, która dotyczyła patentu na komputerowe sterowanie pieca przemysłowego.
.
Po czwarte. W USA naprawdę zabawnie zrobiło się w 1998, kiedy w sprawie State Street v. Signature, sąd orzekł patentowalność metod biznesowych. Sąd orzekł, że:
co zasadniczo oznacza, że sposób przetwarzania danych jest patentowalny, o ile skutkuje czymś użytecznym (czyli praktycznie zawsze).
.
Reasumując. Należy rozróżnić trzy problemy: jakość pracy USPTO, patentowalność oprogramowania ze skutkiem technicznym i patentowalność metod biznesowych.
Wszyscy tu tak o tych patentach i zbijaniu na nich kasy… a gdzie się podziała sztuka dla samej sztuki?
A tak z innej beczki – pewien Australijczyk dostał IgNobla za próbę opatentowania koła. No, bo jak stwierdził, nikt wcześniej tego nie patentował.
Wyobraźmy sobie, że mamy dziś takiego Australijczyka, który patentuje ergonomiczny sposób zapisu liczb za pomocą cyfr arabskich, czy dźwięków za pomocą liter alfabetu łacińskiego. Było patentowane? Nie. Wymyśl sobie więc jakiś inny alfabet, by pisać książki, komentarze w sieci i cokolwiek innego
Nie powinno się patentować czegoś, co nie pozwoli innym się rozwijać, jeśli za patent na to coś będą musieli płacić. Jeżeli dane rozwiązanie jest trywialne i nie będę mógł go użyć, to będę musiał kombinować jak koń pod górkę, aby znaleźć równie proste, ale inne.
Ten Australijczyk DOSTAŁ patent na koło. Chciał on pokazać w ten sposób, jak absurdalny jest system przyznawania patentów w jego kraju.
Bez obawy, taki patent jest nic nie wart. Wystarczy, ze pokazesz w sadzie dowolna publikacje opisujaca dany wynalazek, ktora byla publicznie dostepna przed zlozenie wniosku patentowego.
To zreszta jeden z powodow kiepskiej weryfikacji wynalazkow – skoro i tak wszystko rozstrzygnie sie pozniej w sadzie to po co urzad patentowy ma sie tak meczyc nad sprawdzaniem wniosku?
Do poczytania jeszcze dokładniej o ESP
http://www.linux.com/feature/128110
oraz o patentach w USA (przykładowy rozdział z książki):
http://www.brookings.edu/press/Books/2005/mathyou…
Problem lezy nie w patentach software'owych lecz w patentach w ogolnosci. W tej kwestii podzielam zdanie Paula Grahama:
http://www.paulgraham.com/softwarepatents.html
To czy dany pomysl zaimplementujemy w urzadzeniu mechanicznym czy w programie komputerowym _nie ma zadnego znaczenia_. Zwlaszcza, ze w wiekszosci urzadzen granica miedzy tymi dwiema domenami i tak jest plynna.
Zgadzam sie, ze niewydolnosc systemu prawnego jest znacznie bardziej dotkliwa dla producentow oprogramowania czy lekow niz dla producentow sprzetu. Dzieje sie tak z dwoch powodow – to szybko rozwijajace sie i relatywnie nowe dziedziny (stad zalew patentow) i w wiekszym stopniu uzaleznione od wlasnosci intelektualnej niz "twarda" inzynieria (produkowac oprogramowanie moze kazdy, by produkowac samochody trzeba miec jeszcze fabryke z tysiacem robotnikow).
Problemy jakie stwarza prawo patentowe to:
- niewydolnosc systemu – globalizacja + pojawienie sie kilku "goracych" dziedzin spowodowaly zalew urzedow patentowych aplikacjami.
- zbyt luzne kryteria przyznawania patentow – moim zdaniem nie powinno sie przyznawac patentow dla starych rozwiazan w nowym kontekscie (a jest to nagminne).
- wysokie koszty (wynikaja z pkt. pierwszego) – w zasadzie blokuja malym firmom dostep do ochrony patentowej (koszt jednego patentu (PCT) w calym okresie zycia to ok $100k).
- brak efektywnej ochrony – duze firmy notorycznie lamia cudze patenty podpierajac sie wlasnymi (lub pieniedzmi na rozprawy jesli konkurent jest maly).
- furtka dla trolli patentowych.
W efekcie system, ktory byl stworzony do rozpowszechniania wiedzy i inkubacji nowych firm – zwyczajnie nie dziala. Wiedza rozpowszechnia sie calkiem dobrze bez patentow a zamiast inkubacji nowych firm mamy wzajemne szachowanie sie duzych.
"nie powinno sie przyznawac patentow dla starych rozwiazan w nowym kontekscie" – I O TO PRZEDE WSZYSTKIM CHODZI.
Koniec… kropka