Richard Stallman przemawiał na konferencji IT Giants 2009 w Krakowie
- Dodano: 15 stycznia 2009
- Wprowadził: kocio
- Komentarze: 100
14 stycznia na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie odbyła się konferencja „IT Giants”, której gwiazdą był założyciel ruchu Wolnego Oprogramowania, Richard Stallman. Oprócz niego wśród prelegentów znaleźli się wicepremier Waldemar Pawlak i prezes Onet.pl Łukasz Wejchert.
Zamykający konferencję wykład Richarda Stallmana nosił tytuł „Prawo autorskie kontra społeczeństwo w erze sieci komputerowych” i zgromadził w sali budynku U2 nadkomplet publiczności. Założyciel Free Software Foundation rozpoczął od nakreślenia historii i założeń idei Wolnego Oprogramowania a następnie przedstawił własną analizę historii prawa autorskiego:
Gdy rodziło się prawo autorskie było ono rozsądnym dla społeczeństwa kompromisem, gdyż ograniczenia w kopiowaniu dzieł dotyczyły tylko firm; w obecnych czasach, gdy każdy ma środki techniczne do zwielokrotniania dóbr kultury, prawo autorskie ogranicza to, co robią zwykli ludzie. Stara formuła praw autorskich przestała być dla społeczeństwa opłacalnym kompromisem i wymaga zrewidowania, a mimo to rządy wciąż rozszerzają zakres tych praw, co potwierdza, że rządy te są niedemokratyczne i działają na rzecz biznesu, a nie zwykłych ludzi – stwierdził Stallman. Jako szczególnie niedemokratyczne w tym obszarze określił rządy Unii Europejskiej, po raz kolejny piętnując je przy omawianiu tematu Digital Rights Management (nazywanych przez Stallmana „Digital Restrictions Management”) i uregulowań prawnych wspierających tę technikę. Wśród celów krytyki Stallmana znalazły się standardy DVD i Blu-ray jako ograniczające wolność kopiowania, firmy Microsoft i Apple, Sony i konsola PlayStation 3 oraz telefony komórkowe ograniczające sprzętowo oprogramowanie, które na nie można wgrać. Zaapelował, by nigdy nie kupować utworów zabezpieczonych przed kopiowaniem, chyba że kupujący jest w stanie te zabezpieczenia usunąć.
Jako odpowiedź na obecny system praw autorskich zaproponował podział utworów na trzy kategorie:
- dzieła, z których korzysta się powszechnie w ramach nauki i pracy – które nie powinny być chronione prawem autorskim;
- zwykłe prace, chronione przez 10 lat od chwili stworzenia;
- oraz dzieła, których integralność musi być chroniona, jak eseje czy obrazy – dla których w ramach kompromisu między koniecznością ochrony spójności pomysłu twórcy a wspieraniem kreatywności twórców remiksujących cudze utwory proponuje 10-letnią ochronę integralności.
Jak podkreślił Stallman, wszelkie obostrzenia miałyby nie dotyczyć kopiowania dla celów niekomercyjnych niezmodyfikowanych wersji utworów. Wybór 10 lat uzasadnił tym, że w Stanach Zjednoczonych książki przestają znajdywać nabywców po 3 latach od wydania, więc 10 lat wydaje mu się odpowiednio długim okresem – jednocześnie deklarując, że jego propozycja jest jedynie orientacyjna i powinna być po wprowadzeniu w życie w razie potrzeby skorygowana. Na wyrażone przez jednego ze słuchaczy wątpliwości, czy na przykład muzycy byliby w stanie utrzymać się przy takim systemie prawa autorskiego, odpowiedział, że obecnie większość pieniędzy ze sprzedaży płyt zatrzymują dla siebie firmy płytowe a artyści mogliby uzyskiwać środki z dwóch źródeł – dobrowolnych opłat słuchaczy za udostępnione do pobrania albumy (przytoczył przykład m.in. Nine Inch Nails i Radiohead) oraz proponowanego przez niego podatku od czystych nośników i Internetu, rozdzielanego artystom proporcjonalnie do pierwiastka sześciennego z mierzonej w sondażach popularności.
Pod koniec wykładu Richard Stallman przebrał się za „świętego IGNUcego”, ubierając jako aureolę talerz starego dysku twardego i żartobliwie przedstawiał zasady Kościoła Emacs. Licytował też maskotkę GNU i książkę o sobie, by zdobyte środki przeznaczyć na wsparcie Free Software Foundation.
Odpowiadając na pytania uczestników zadeklarował, że nie wie, jak będzie wyglądała przyszłość licencji GFDL. Za to na pytanie, co sądzi o pirackich kopiach oprogramowania stwierdził, że nigdy z żadnej nie korzystał, bo używa tylko Wolnego Oprogramowania, ale uważa, że od nieautoryzowanych kopii własnościowych programów gorsza jest tylko jedna rzecz – legalne kopie tych programów. Odciął się też od popieranej przez Linusa Torvaldsa koncepcji open source i potępił umieszczanie w jądrze Linuksa oprogramowania własnościowego i pozbawionego otwartego kodu źródłowego.
Na koniec Richard Stallman otrzymał od profesora AGH Tomasza Szmuca w ramach podziękowania nagrodę im. Stanisława Staszica. Przy okazji wdał się z prof. Szmucem w dyskusję na temat Wolnego Oprogramowania – deklarując, że w edukacji nie powinno być miejsca na nic innego poza Wolnym Oprogramowaniem. Prof. Szmuc stwierdził, że AGH nie może wykonać takiego kroku, gdyż musi kształcić studentów na potrzeby rynku, na co Richard Stallman odpowiedział, że uczelnie muszą wykonać taki krok, by przerwać krąg uzależnienia od własnościowego oprogramowania. Ostatecznie obaj dyskutanci mimo wymieniania uprzejmości nie doszli do porozumienia. Prof. Szmuc zapowiedział też, że dzięki jego staraniom nagrania z konferencji mają być udostępnione w Internecie jako nieobjęte prawem autorskim – na co Richard Stallman zaoponował, że jego przemowa w celu uniknięcia jej wypaczenia powinna być udostępniona na licencji Creative Commons No Derivatives (Bez Utworów Zależnych).
Treść za Wikinews.pl, licencja CC BY 2.5.
Więcej informacji: http://pl.wikinews.org/wiki/Richard_Stal...w_Krakowie
Znalazłeś literówkę? Zgłoś ją używając formularza!
Jeśli uważasz, że ten nius jest nieobiektywny, przedstawia nieprawdziwe wydarzenie, jest spamem lub nie spełnia standardów serwisu, napisz raport.
Niusy na podobny temat:
Komentarze są prywatnymi opiniami dodających je osób. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi. Komentarze obraźliwe oraz obniżające poziom serwisu będą usuwane. Więcej w regulaminie komentowania.
100 komentarzy
Wszystkie autorskie niusy w serwisie publikowane są na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 2.5 Polska.


Moim zdaniem ten podział dzieł jest strasznie kiepski, bo wybitnie uznaniowy.
Jak w prawie zapewnić to rozróżnienie, żeby było jasne i nie występował "chilling effect", tzn. na wszelki wypadek, w obawie przed konsekwencjami, traktuje się wszystko tak samo paranoicznie?
Jak mierzyć "powszechność" – i dlaczego rozpowszechnienie miałoby zmieniać stan prawny?
Dlaczego mamy prawnie chronić akurat integralność, skoro współczesna kultura coraz bardziej znosi takie bariery, czyli po co utrudniać coś, co właśnie rośnie i na pewno wywoła problemy?
Bardziej podoba mi się pomysł Lessiga, który mówił np. o obowiązku rejestrowania rzeczy, które chcemy chronić, za jakąś opłatą i na jakiś czas z możliwością przedłużenia. Wtedy granica jest wyraźna (zarejestrowane lub nie) i można łatwo ją sprawdzić, a jak świadomie chcesz się chronić, to masz możliwość. Tylko zmieniamy generalną regułę z opt-out na opt-in, czyli _domyślnie_ otwieramy.
tez mam poczucie, ze kompletnie nie trafia z pomyslem na rozwiazanie problemu. Diagnoza dobra, ale rozwiazanie Lessiga z "Wolnej Kultury" znacznie czystsze.
Ja jeszcze nie skończyłem czytać "The Public Domain" Boyle'a (http://www.thepublicdomain.org/), ale on też sensownie myśli na ten temat.
Mam tylko wrażenie, że on ma tylko ogólne pomysły i dobre intencje, ale to nie jest jeszcze plan naprawczy, tylko raczej edukacja dlaczego PD jest ważne.
ja raczej mysle o rozsadnym zabezpieczaniu zysku artystow/tworcow, a nie PD.
Uwazam, ze aktualny system ma dwa ogromne fackupy:
1) Ulatwia strenczycielstwo, czy jak tam nazwiesz to co robia wytwornie z muzykami.
2) Utrudnia przeplyw utworow nie przynoszacych dochodu do wspolnej puli dobr kulturowych.
Wydaje mi sie, ze te dwa nie podlegaja powaznej roznicy zdan. W sensie, wszyscy sie zgadzaja (poza pracownikami wytworni muzycznych)
Trzeci, to pytanie o to jak dlugo dochodowe dobro kulturowe powinno byc blokowane przed wejsciem do poli publicznej.
Wydaje mi sie, ze aktualne wydluzanie do 100-110 lat to przegiecie, ale rozumiem np. Walta Disneya, ktory nie widzi powodu by uwalniac myszke miki.
Wydaje mi sie, ze WD ma racjonalne powody by tego nie robic, choc uwazam, ze tylko uwalniajac Myszke Miki dajemy mu szanse na zrobienie czegos nowego zamiast ssania Myszki Miki przez nastepne 100 lat.
Ale absolutnie rozumiem, ze na ten temat sa rozne poglady i jest to kwestia kontrowersyjna, zatem tutaj bedziemy wiecznie szukac ugody. (i stanowisko Stallmana jest po prostu jedna skrajnoscia, a nie wyposrodkowanym kompromisem)
Co do dwoch pierwszych kwestii to wierze, ze jestesmy w stanie wypracowac dosc prosty model ktory zlikwiduje sens istnienia gigantow muzycznych i zlikwiduje bariere miedzy muzykami a sluchaczami oraz umozliwi naturalne przechodzenie dobr kulturowych do domeny publicznej dosc szybko i automatycznie, pozostawiajac koniecznosc wykonania akcji tym, ktorzy chca przedluzyc ochrone dobra (bo na nim zarabiaja).
I Lessig ma tutaj imho bardzo sensowne rozwiazanie.
> 1) Ulatwia strenczycielstwo, czy jak tam nazwiesz to co robia wytwornie z muzykami.
Ale tego nigdy nie zlikwidujesz póki prawa autorskie będą zbywalne. Z drugiej strony niezbywalne prawa majątkowe zdadzą się psu na budę. Tak naprawdę ten argument o wytwórniach to demagogia — można okradać Kowalskiego bo on okrada Nowaka. Artystów nikt nie zmusza żeby podpisywali niekorzystne dla siebie umowy. Sami podpisują bo im tak wygodniej, a potem płaczą.
> I Lessig ma tutaj imho bardzo sensowne rozwiazanie.
Które jest dokładną kopią rozwiązania stosowanego w systemie patentowym. I oczywiście powstaje pytanie, kto będzie płacił za ochronę GPL-owych programów.
> Ale tego nigdy nie zlikwidujesz póki prawa autorskie będą zbywalne. Z drugiej strony niezbywalne prawa majątkowe zdadzą się psu na budę.
Wydaje mi sie, ze mozna ograniczyc/zlikwidowac ten proceder poprzez wzmacanianie sensu niezbywania praw. Ale nie jestem ekspertem, wiec nie wiem jak byloby "najlepiej", wiem tylko, ze jest zle.
> Tak naprawdę ten argument o wytwórniach to demagogia — można okradać Kowalskiego bo on okrada Nowaka.
Nigdy nic nie powiedzialem o kradziezy, wiec prosze, nie wkladaj mi slow w usta.
> Artystów nikt nie zmusza żeby podpisywali niekorzystne dla siebie umowy. Sami podpisują bo im tak wygodniej, a potem płaczą.
Historycznie podpisywali bo dostawali mozliwosc dotarcia do odbiorcow w ten sposob. Wraz z pojawieniem sie Internetu racjonalnosc tego maleje, i tylko dzieki ogromnym nakladom finansowym wytworni walczacych o utrzymanie sensu swojego istnienia zawdzieczamy aktualna sytuacje.
Dodatkowym paradoksem jest to, ze wytwornie do tej walki korzystaja z problemu piractwa i w efekcie powoduje, ze ludzie tacy jak ja sprzeciwiajac sie mechanizmom wytworni sa wkladani przez innych na poleczke z napisem "zwolennik piractwa"
> Które jest dokładną kopią rozwiązania stosowanego w systemie patentowym.
Problem z tym, ze patenty nie maja nic wspolnego z prawem autorskim.
> I oczywiście powstaje pytanie, kto będzie płacił za ochronę GPL-owych programów.
a co ma do tego GPL? Mowimy o prawie autorskim i dobrach kultury, a nie innowacjach technologicznych.
Boyle opowiada o PD właśnie w bardzo szerokim kontekście – kompromisu między chronieniem interesu twórców a korzyścią społeczną z ich działalności, i tym samym granic tej ochrony.
Ochrona jest uznawana w tej książce za ogromnie niebezpieczną, jeśli nie jest powściągana na wiele sposobów i gdy traktuje się ją jako "święte prawo własności", a nie właśnie pewne ograniczone w czasie i zakresie prawo monopolu.
Polecam tę lekturę.
@Zbigniew Braniecki:
> Problem z tym, ze patenty nie maja nic wspolnego z prawem autorskim.
Problem w tym, że system proponowany przez Lessiga corocznych opłat odnawiających ochronę to kopia systemu istniejącego w prawie patentowym. A jednym z argumentów podnoszonych przeciwko ochronie patentowej jest to, że wielu ludzi, a w szczególności projektów open source na nią nie stać.
A GPL ma to do tego, że opiera się na prawie autorskim aby zakazać komercjalizacji projektu. Jeśli teraz wprowadzisz opłaty za ochronę, to wyjdzie na to, że ktoś kto tworzy GPL-owy program będzie jeszcze musiał zapłacić za to, żeby inni nie mogli go wykorzystywać komercyjnie. Już to widzę: "Projekt GNOME zwraca się z prośbą o datki na opłacenie ochrony, aby mógł pozostać wolny przez kolejny rok!"
Z drugiej strony miałoby to dobre strony, bo niektórzy zastanowiliby się nad sensem stosowania GPL aby dokopać tym wrednym korporacjom
> Historycznie podpisywali bo dostawali mozliwosc dotarcia do odbiorcow w ten sposob. Wraz z pojawieniem sie Internetu racjonalnosc tego maleje,
No to po co dalej podpisują? Niech nie podpisują, to wytwórnie uschną bez dopływu świeżych talentów. Powoli i naturalnie bez potrzeby nieprzemyślanego majstrowania przy prawie autorskim.
Czytając jego wypowiedzi mam wrażenie, że jednak zespół Aspergera z dzieciństwa chyba jednak mu nie przeszedł. Ale co tam, niech sobie żyje we własnym świecie
Moim zdaniem dobrze zdiagnozował problem (ograniczanie wolności) i kierunek rozwoju. Po latach to się raczej coraz bardziej potwierdza. Znalazł także dobre sposoby, jak skutecznie działać w obliczu tych zagrożeń. Gdyby żył tylko we własnym świecie, to głównie ja bym na tym stracił, bo on by sobie może jakoś poradził. Do tej działalności potrzeba dużo uporu i komunikacji ze światem. Trudno to pogodzić, ale oceniam, że w sumie nieźle mu poszło.
Natomiast to konkretne zaproponowane rozwiązanie na temat ogólnego systemu ochrony dzieł wydaje mi się bardzo słabe.
Ale istnieje jednak różnica pomiędzy dość płytką diagnozą problemu, a umiejętnością sprawnego jego rozwiązania. Sam mówisz, że Lessig ma lepsze pomysły. I muszę się z tobą zgodzić, bo Lessig nie patrzy na świat poprzez swoje socjalistyczne przekonania (do których RMS się przyznaje, co jednak budzi respekt), a raczej dość logicznie ocenia sytuację. Patrząc na to, co wygaduje RMS (i możliwość wprowadzenia tego w życie) to bez problemu można stwierdzić, że żyje we własnym świecie.
RMS wymyślił całkiem sprawne rozwiązanie na problemy z ograniczaniem wolności w zakresie oprogramowania.
A to, że chyba nie czuje kwestii na poziomie całej (wolnej) kultury, to jeszcze nie znaczy, że jest "odcięty od świata" – to są naprawdę trudne problemy. I naprawdę nie każdy hacker musi mieć duszę antropologa, nawet jeden z najważniejszych.
@kocio: Patrzac na caloksztalt otwartego oprogramowania, projekty na licencjach opartych na zalozeniach odwrotnych niz GPL – na przyklad BSD – radza sobie rownie dobrze jak te na GPL, wiec sensownosc restrykcji wymyslonych przez RMS-a jest imho dosyc dyskusyjna.
@trasz: Przyjmujac nawet za pewnik, ze rzeczywiscie radza sobie rownie dobrze (a nie lepiej czy gorzej) to sensownosc istnienia GPL jest nadal bezdyskusyjna – ktos ja stosuje. Dokladniej rzecz biorac duzo ktosiow. Sporo ludzi wybralo inne licencje, bo uwazali, ze sa odpowiedniejsze dla nich. To kwestia wyboru. Jesli kwestionujesz sensownosc istnienia tego wyboru to lepiej sie nie przyznawaj:)
@Krzys: Sporo ludzi wybiera GPL ze wzgledu na mode. Sporo innych dlatego, ze nie maja wyboru z racji wirusowosci (patrz niedawna dyskusja o linkowaniu z bibliotekami na GPL).
@kocio: oprogramowanie jest nieporównywalnie inne do pozostałych dóbr objętych prawami autorskimi. I jeśli problemy są dla niego zbyt trudne (to twoje słowa), nie powinien się na ich temat publicznie wypowiadać (a raczej zostać w sferze oprogramowania, w której sobie tak dobrze radzi).
@trash: niektórzy wybierają taką metodę, bo nie chcą na danym oprogramowaniu zarabiać, albo mają sponsoring i uważają, że to najlepsza licencja (bo projekt teoretycznie ma szanse na dalszy rozwój, gdy przestaniemy się nim zajmować).
@trasz: Wirusowosc tej licencji jest jej zalozeniem – dostajesz otwarte to oddaj otwarte. To co piszesz natomiast jest dowodem skutecznosci – skoro ktos wybiera taka licencje, bo inny kawalek softu jest na GPL to znak, ze wybral kawalek softu, ktory jest dobry i mu sie podoba na tyle, ze nie moze z niego zrezygnowac i determinuje to wybor licencji. Suma sumarum oznacza to, ze duzo wartosciowego oprogramowania jest na GPL, zatem (moim zdaniem) jest sens istnienia tej licencji.
Chociaz trzeba przyznac, ze powoduje to sytuacje podobna do monopolu Microsoftu (duzo softu -> duzo uzytkownikow -> wiecej softu -> wiecej uzytkownikow -> itd)
Co do mody… To tak jak z iPodem czy innym iCzyms – moda czy swiadomy wybor w kryterium jakosci? Mysle, ze to zalezy od ukierunkowania fanatyzmu.
Wiesz, ja nie bronie GPL jako naj* licencji. Ja bronie wolnosci wyboru.
Krzys: Nie porownuj mozliwosci zaistnienia monopolu jednej niezaleznej od poszczegolnych firm licencji, od monopolu korporacji, bo jest to absurdalne. Tak samo mozesz zarzucac "monopol" filizance, jezeli chodzi o picie kawy(pomijajac automaty), czy paleczkom w Japonii. tyle ze kazda firma moze niezaleznie te rzeczy produkowac.
@evil_core: Tak samo kazda firma moze produkowac system operacyjny.
Jedni wolą dostosować się do świata, inni próbują go zmienić. Stallmanowi to drugie w jakimśtam stopniu się udało. A co udało się tobie?
> Jako odpowiedź na obecny system praw autorskich zaproponował podział utworów na trzy kategorie:
Czyli podając zrozumiałe przykłady:
- użyteczny program którego napisanie kosztowało miliard dolarów nie powinien być chroniony
- książka której kapisanie kosztowało kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy powinna być chroniona przez lat 10
- wynurzenia pana Stallmana których wytworzenie nic go nie kosztowało powinny być chronione przez lat 10 i jeszcze dodatkowo mieć ochronę integralności.
Naprawdę bardzo uczciwy system.
> obecnie większość pieniędzy ze sprzedaży płyt zatrzymują dla siebie firmy płytowe
"A u was biją Murzynów!"
> proponowanego przez niego podatku od czystych nośników i Internetu, rozdzielanego artystom
P. Stallman właśnie wymyślił ZAiKS. Dziwi mnie, że nikt mu nie uświadomił jak wspaniale taki system działa w praktyce.
Pan Stallman nie wymyślił ZAiKSu, wręcz przeciwnie. Jego propozycja to rządowa agencja do zajmowania się płatnościami na rzecz artystów, obecny ZAiKS to organizacja prywatna, do tego nie umiejąca osiągnąć zakładanych celów – zamiast przesyłać artystom tantiemy na konto, zjadają pozyskane fundusze na koszty własnej działalności. Co więcej, jakiś czas temu ZAiKS miał problemy z zaległościami podatkowymi i samo istnienie tej organizacji było zagrożone. Podobnie jest z innymi prywatnymi organizacjami zajmującymi się taką działalnością – wystarczy poczytać o kontaktach Piotra Waglowskiego z organizacją Kopipol.
"zjadają pozyskane fundusze na koszty własnej działalności"
Może to jest właśnie ich cel
. Grupa ludzi, działając "w imieniu" i "dla dobra" artystów, dba tylko o własne stołki
…
A wg. mnie zamiast tworzyć rządową agencję do wspierania artystów powinno się stworzyć rządową agencję do szerzenia kultury. Cel jest, IMHO, bardzo podobny, lecz lepiej brzmi. Agencja zajmowałaby się organizowaniem różnych koncertów i impres polskich artystów, a także wspierałaby różne ośrodki kulturotwórcze. Przeznaczanie pieniędzy z podatków kasetowych może byłoby bardziej sprawiedliwe, gdyby dawać pieniądze najbardziej popularnym artystom. Jednak: Jak to określić/oszacować; twórczość powinno się wspierać od dołu, a silni i tak sobie poradzą.
Tyle, że instytucje państwowe działają zwykle znacznie gorzej niż prywatne firmy. Obawiam się, że zamienilibyśmy siekierkę na kijek.
> obecny ZAiKS to organizacja prywatna [...] zjadają pozyskane fundusze na koszty własnej działalności.
Hihihi… a państwowa agencja to niby nie będzie zjadać pozyskanych pieniędzy na własne potrzeby? A no tak, zawsze ją można dofinansować z budżetu
> A wg. mnie zamiast tworzyć rządową agencję do wspierania artystów powinno się stworzyć rządową agencję do szerzenia kultury. [...] Agencja zajmowałaby się organizowaniem różnych koncertów i impres polskich artystów,
Mamy ich kilka. Dzięki jednej z nich zwanej TVP w Sylwestra można było obejrzeć jedno z naszych głównych dóbr kultury, czyli tyłek pani R.
Reasumując Stallman powinien sobie poczytać książki o krajach socjalistycznych. Dowiedziałby się, że jego wspaniałe pomysły zostały dawno wymyślone, wdrożone i niezbyt działają.
krzy2: klamiesz. gpl dziala.
nie ma systemow dobrych i zlych. sa tylko odpowiednie i nie odpowiednie do danych zastosowan. to co nie sprawdzilo sie w gospodarce doskonale sprawdza sie zarowno jako sposob sprawowania wladzy (chiny) jak i w przypadku dobr niematerialnych, jakimi jest oprogramowanie. w teraz trwa eksperyment z zastosowaniem tej filozofii w sztuce
Faktycznie. Prywatna firma działa lepiej. Po co jednak domyślna ochrona przez ZAIKS? Niech artyści oddają własne utwory im dobrowolnie, a skoro mamy płacić podatki prywatnej firmie, to już lepiej zlikwidować opłaty kasetowe.
Masz na myśli nieco inne rzeczy. Socjalizm się nie sprawdził, gdyż próbował każdemu(oficjalnie) dystrybuować dobra po równo(pominąwszy specjalnych działań władz). W przyrodzie/na rynku obowiązuje zasada o ograniczonej liczbie dóbr. Nie można jednak tego podpiąć pod oprogramowanie. W dodatku podczas komunizmu istniały państwowe monopole/motłochy, a obowiązywała dodatkowo cenzura. Bardziej więc do komunizmu bardziej popularnemu systemowi zamkniętego oprogramowania.
@de_tox:
"Jeżeli myślisz, że jesteś zbyt mały by coś zmienić, spróbuj zasnąć z komarem latającym nad uchem."
Dalajlama XVI
Niektórzy wolą działać niż nic nie robić.
Na wikinews i tutaj jest błąd za świętego "IGNUcego" przebrał się jeszcze przed licytacją.
W źródle (wikinews) błąd został poprawiony, tu jest dalej.
"Przy okazji wdał się z prof. Szmucem w dyskusję na temat Wolnego Oprogramowania – deklarując, że w edukacji nie powinno być miejsca na nic innego poza Wolnym Oprogramowaniem. Prof. Szmuc stwierdził, że AGH nie może wykonać takiego kroku, gdyż musi kształcić studentów na potrzeby rynku, na co Richard Stallman odpowiedział, że uczelnie muszą wykonać taki krok, by przerwać krąg uzależnienia od własnościowego oprogramowania."
To mnie najbardziej rozbawilo
, a konkretnie: 'potrzeby rynku'?
Studman wszędzie by chciał wymusić użycie darmowego softu, ale korzystanie z masy niewolnych rozwiązań (typu oprogramowanie systemów samolotu, auta czy nawet telewizora) mu jakoś nie przeszkadza.
@agent_J: a gdzie wyczytałeś, że nie przeszkadza?
A gdzie on (RMS) powiedział, że chce tylko _darmowego_ oprogramowania? Jak znam RMS, to w życiu by takiej herezji nie powiedział. Pamiętaj, że wolne oprogramowanie to nie znaczy darmowe.
Owszem, ciężko prowadzi się biznes kiedy sprzedawałoby się Windows jako WO. Ale w specjalistycznych projektach to wcale nie jest trudne.
Już na samym wstępie rms powiedział, że ma na myśli free od freedom. Stwierdził również, że my w Polsce jesteśmy w lepszej sytuacji, gdyż u nas wolne nie oznacza darmowe
@White Eagle
Za to komuś złośliwemu może się skojarzyć z powolnym oprogramowaniem
@sadi:
Do tego też się odniósł. Powiedział, że wolne nie w znaczeniu "slow". Dodał jeszcze coś w stylu, że lepsze wolne wolne oprogramowani niż szybkie niewolne.
A co w tym takiego zabawnego? To nie jest pytanie złośliwe.
@skiter: Rynek ma to do siebie, ze czasami wybiera rozwiazanie, ktore co prawda kosztuje, ale zmniejsza inne koszty, bo jest bardziej funkcjonalne niz oprogramowanie darmowe. Nawet jesli chodzi o programowanie – darmowe narzedzia programistyczne sa wiele lat za komercyjnymi.
Eclipse? Netbeans? Chyba żartujesz!
przecież on miał na myśli visual basic
@mario: Visual Studio, na przyklad. Albo, z rzeczy mi blizszych, Coverity.
to dorobili się już autoformatowania kodu?
@Maciej Mrozowski: A GCC dorobilo sie juz optymalizatora, ktory nie zmniejsza wydajnosci dorzucajac zbedne instrukcje? ;->
Fajnie, że nagle GCC stało się IDE.
A nawiązując do wcześniejszego newsu, to interesujące jest, że Qt Creator w wersji dla Windowsa rozprowadzany jest z MinGW.
Wygląda na to, że w tym wypadku wybrane zostało rozwiązanie darmowe. Czyżby było bardziej funkcjonalne w tej funkcji, jaką ma sprawować?
@mby7930: Jesli Free Software jest co najmniej piec lat za komercyjna konkurencja w kwestiach absolutnie podstawowych – jak optymalizacja – to jak ma byc w kwestiach mniej podstawowych, w dodatku takich, z ktorymi Free Software historycznie niespecjalnie sobie radzilo, jak interfejsy uzytkownika?
A co do Qt – mieli jakikolwiek wybor? Przeciez nie beda tego z MSVC rozprowadzac.
@trasz: Podasz przykład? Zaciekawileś mnie, bo sam nie zauważyłem problemów z optymalizacją w GCC, ale nie analizowałem nigdy kodu wynikowego w zależności od ustawionych przełączników.
@trasz: GCC z optymalizacją PGO radzi sobie bardzo ładnie, zresztą jest to obecnie najpopularniejszy i jeden z najlepszych kompilatorów dostępnych na rynku – o dziwo jest darmowy! Kompilatory Microsoftu mają jedną podstawową wadę – nie trzymają się standardu. Np. jest taka funkcja, sprintf, która wpisuje w bufor wynik z format stringa, jeśli podasz jako adres bufora NULL to ona ma zwracać wielkość bufora potrzebną do zapisania tego stringa – nie w wersji od MS bo wtedy zawsze zwraca -1. Jest wiele takich braków kompilatora od MS, ale za to jest wiele rozszerzeń, które czynią kod nie do skompilowania pod narzędziami konkurencji. Sam VS generując kod podstawowego projektu w C robi to tak, że nie da się tego skompilować pod niczym innym poza MSVS.
Jak dla mnie kompilatory MS to dno i jak tylko mogę to używam rozwiązań zgodnych ze standardem. Wolę nawet mieć narzędzie o mniejszej ilości ułatwiaczy, ale za to zgodne ze standardem, bo wtedy wiem, że nie będę miał problemów z kompilacją kodu w przyszłości.
@Rsh: Podawalem tu kiedys; teraz nie chce mi sie szukac. Skompiluj cos po prostu i obejrzyj to, co produkuje kompilator (gcc -S, zrodlo w asemblerze bedziesz mial w pliku z rozszerzeniem '.s'). Popatrz chociazby na zalosne machanie wskaznikiem stosu.
@mario: Bardzo ladnie w porownaniu z czym, ze ICC z dwutysiecznego roku? ;->
A co do sprintf(3) – to, o czym mowisz, wprowadzono afaik w C99, i z racji przenosnosci nie uzywa sie tego, bo malo co to wspiera. Z drugiej strony mozna dlugo i namietnie wymieniac podobne problemy w Linuksowym glibcu – na przyklad asprintf(3) w wersji GNU nie ustawia pierwszego wskaznika na NULL w przypadku bledu, co komplikuje obsluge bledow. Tak to juz jest z C, ze pisanie przenosnego kodu wymaga zdawania sobie sprawy z roznic miedzy platformami, bo braki implementacyjne sa w kazdej z nich.
o tym ze gcc produkuje malo optymalny kod, nie ma co dyskutowac – to fakt, ktorego nie uznaja jedynie fanatycy.
jesli ten sam kod, skompilowany do poziomu kodu posredniego llvm, uruchamiany przy uzyciu jit-vm dziala szybciej niz "natywny" kod generowany pod konkretny procesor, z wszelkimi optymalizacjami gcc 4.3 (oferujacy jak dotad najlepszy kod gccowy) – to swiadczy o marnosci gcc.
miej w pamieci ze ten kod posredni llvm mozna rowniez skompilowac do binarki (przez co zyskuje sie jeszcze wzgledem jit-vm).
trasz: jesli chodzi o narzedzia komercyjne – to sa w tyle za OS, wlasnie dzieki llvm – ale chodzi mi tu wylacznie o kompilatory
btw. trasz jak zwykle celowo stosuje wprowadzajace w blad skroty myslowe, przypominam ze nie powinno sie (tak jak to teraz czynie
) odpowiadac na jego trollowe zaczepki
@jellonek: Skompiluj sobie cos intensywnie uzywajacego STL-a przy uzyciu LLVM (;->) i porownaj z efektem dzialania SunPro albo ICC. Potem porownaj wynik dzialania automatycznej wektoryzacji w w/w i w czyms darmowym. Widzisz pewna regularnosc?
Nie ma Cię co Skiter bawić, akurat prof. Szmuc powiedział prawdę. Tam gdzie można użyć wolnego oprogramowania i rynek z niego korzysta OK, ale tam gdzie takie wolne oprogramowanie jest w opłakanym stanie albo firmy nie chcą go używać, to trzeba sięgnąć do oprogramowania zamkniętego.
Zresztą co tu dyskutować, zobacz ile jest różnych wydziałów na AGH (a na nich specjalności) i odpowiedz sobie ile wogóle jest "wolnego softu" z wielu dziedzin. Nie będąc wcale złośliwym (jestem absolwentem AGH i PK) dodam, że w zależności od dziedziny "potrzeba rynku", z której się śmiejesz eliminuje "kulawe" wolne oprogramowanie (jeśli takowe istnieje).
firmy… a świstak siedzi, bo wiewiorka byla nieletnia, tak?
firma to twor abstrakcyjny. cos co nie istnieje, chociaz jego obecnosc daje sie zauwazyc. FIRMY nie podejmuja zadnych decyzji i nie moga niczego wolec, z tego prostego powodu, ze nie maja uczuc, wrazen, wlasnej inteligencji, ani instynktu samozachowawczego.
Decyzje podejmuja LUDZIE. LUDZIE w postaci zarzadow firm, pod wpływem niższych jednostek o wystarczającym potencjale, żeby przeforsować swoją wersję.
Jeżeli ludzie nie znają WIOO, to niby dlaczego mieliby je wybierać? jak się wykształci grupę ludzi znających i lubiących WIOO, to firmy też zaczną je "lubić".
(aha, argumenty o drabince/hierarchii mnie nie przekonują. władza tytularna != władza realna. Władzę ma ten, kto ma silniejszą osobowość, a nie koniecznie siedzi na wyższym stołku)
Napisałeś sobie komentarz, który niczego nie wnosi. Łapanie za słowo "firmy" i tak nie zmieni sensu mojej wypowiedzi.
Dzisiaj nie sposób nie wiedzieć nic o wolnym oprogramowaniu, "ewangelizacja" idzie pełną parą, wystarczy poczytać prasę albo połazić po internecie.
Wyobraź sobie, że są też tacy, którzy wolne oprogramowanie ze swojej dziedziny znają i go nie chcą, bo im się to nie opłaca.
Pozostaje mieć nadzieję, że Ci wykształceni nie będą fanatykami i wykażą się rozsądkiem tzn. wolne oprogramowanie będą stosować w tych zastosowaniach, w których jest naprawdę dobre, a nie dlatego że jest "jedynie słuszne". Najpierw jakość, dopiero później ideologia.
Tego potencjału, silnej osobowości i władzy nie chce mi się komentować, bo śmierdzi totalitaryzmem.
Teraz ludzie wiedzą, że WIOO istnieje. Ale nadal jest mało ludzi, którzy znają i potrafią wykorzystać możliwości, jakie oferuje. Więc twoja odpowiedź generalnie nie trafia w obszar mojego komentarza.
I nie pisałem nic o ideologii ani ewangelizacji. I nie wiem, gdzie widzisz totalitaryzm. Ja piszę tylko o swoich obserwacjach
Aha, i wyraźnie tego nie zauważasz, ale właśnie przyczepienie się do słowa "firmy" wywraca Twoją wypowiedź na lewą stronę.
Ty twierdzisz, że wolne oprogramowanie jest ułomne. Ja twierdzę, że ludzie nie umieją go używać. A nie umieją, bo nie zostali tego nauczeni. W domu windy, w szkole windy, na studiach windy… Gdzie mieli się nauczyć?
@szatox: Z jakiegos powodu odrzucasz mozliwosc, iz ludzie nie uzywaja tego oprogramowania, bo jest ulomne. Podalem ci przyklad powyzej – Coverity. Nie chodzi nawet o to, ze nie ma sensownego darmowego odpowiednika – nie ma _zadnego_ darmowego odpowiednika. I tak jest z cala masa rzeczy, z ktorych w zastosowaniach przemyslowych sie korzysta, bo oszczedzaja kupe czasu.
Z kolei GCC – ile lat po komercyjnej konkurencji dorobilo sie (nadal kulawego) wsparcia dla automatycznej wektoryzacji; dziesiec? Podobnie sytuacja wyglada na przyklad w bazach danych.
W pracy. Zapomniałem przecież, że jeżeli ktoś się na czymś nie zna, to nie dostanie odpowiedniej posady lub nawet nie będzie się mu chciało tam pracować.
@szatox: Cięzko się z Tobą dyskutuje, bo manipulejesz moją wypowiedzią jak Ci wygodnie. Nigdzie nie napiałem, że całe wolne oprogramowanie jest ułomne. Napisałem, że są dziedziny gdzie ono prawie nie istnieje lub jest tak kulawe, że szkoda sobie nim głowy zawracać.
Poza tym moje wypowiedzi odnoszą się do specjalistycznego (z danej dziedziny) oprogramowania, a nie np. OOffice'a. Punktem wyjściowym jest uczelnia, gdzie wykładowca pokazuje możliwości oprogramowania, na którym pracują firmy z danej branży. Tyle ile ma godzin zajęć tyle pokaże/nauczy – wszystkiego zmieścić się nie da.
trasz: tak, odrzucam. Dlatego, że jest cała masa oprogramowania, o którym nie odważyłbym się powiedzieć, że jest ułomne, a jednak popularność zdobywa bardzo powoli.
Firefox to wyjątek, który przez pewien czas był bardzo intensywnie reklamowany, więc jak chcesz znaleść przykłady na obalenie mojej tezy, to znajdź coś innego.
jest np. oprogramowanie biurowe, które przyjęło się tam, gdzie zostało to w jakiś sposób wymuszone. Chyba nawet na osnews był przykład gminy, która z braku kasy przeszła na OOo, po czym jak się kasa pojawiła, to zj***li sysadmina, za to, że im M$O zainsalował, bo i tak wolą pracować w OOo, a licencje kosztują. Jak więcej oprogramowania WYSTARCZAJĄCO dobrego, aby zastosowanie go miał sens stanie się faktycznie popularne, to zacznę się zastanawiać nad kolejnymi powodami, dla których ludzie nie chcą używać pozostałych. Do tego czasu trzymam się wersji, że po prostu nie znają WIOO.
Swoją drogą, ja swoje pierwsze OOo zainstalowałem (jeszcze na windowsie) z lenistwa. Nie chciało mi się iść do kolegi po płytę, a instalkę OOo wygooglowałem w kilka sekund – całkowicie przypadkowo
źle poszedł post powyżej (w cytacie znalazła się moja odpowiedź):
Z mojej strony EOT, ja o specjalizowanym wolnym sofcie (często multiplatformowym) a Ty sprowadzasz wszystko do Windows vs Linux.
przemysław:
OK, rozumiem, że mamy na myśli inną skalę. Ty piszesz o przypadkach szczególnych, a ja próbuję trochę szerzej… Ale nie, nie sprowadzam wszystkiego do winvslin – to było uproszczenie/skrót myślowy… Może faktycznie trochę przesadny.
I… Tak, masz rację. Punktem wyjściowym jest uczelnia. Ludzie będą używać tego, czego zostaną nauczeni/nauczą się sami.
W takiej sytuacji jaki jest sens uczenia tego, czego i tak by się nauczyli sami? (przykład: "aby włączyć komputer należy włączyć zasilanie listwy,wcisnąć power na obudowie komputera, a następnie na monitorze" – pomijając absurdalność takiego systemu w pracowni komputerowej – po co uczyć ludzi gotowych do nauki programowania jak się resetuje windowsy?)
@szatox: Firefox to przyklad o tyle zly, ze nie ma wlasciwie komercyjnej konkurencji. Jest konkurencja zamknieta, ale darmowa. A nie rozmawiamy o (hipotetycznej) przewadze freeware'u nad Open Source, prawda?
A co do OOo – podstawowy problem, ktory ludzie maja z OOo to to, ze jest zawodne. Co i rusz cos gdzies sie rozjedzie, zwali sie kerning przy eksporcie do PDF-a, nie bedzie sie chcialo z baza danych dogadac. Przy czym zastrzegam, ze w OOo potrafie zrobic tyle, co w Office, czyli napisac proste podanie, i _dla mnie_ wiekszej roznicy nie ma. Oczywiscie dopoki nie musze zapisac tego w taki sposob, aby ktos inny mogl to wyedytowac.
Wracajac do tematu. Zauwaz, ze dyskusja zaczela sie od uczenia oprogramowania komercyjnego _na uczelniach_. Nie chodzi o Worda czy Firefoksa. Chodzi o oprogramowanie specjalistyczne, jak Autocad. Odpowiedniki darmowe, jesli sa, maja sie jak hulajnoga do Scanii – jasne, mozna sie przejechac, ale do zastosowan przemyslowych nadaje sie to nijak. Uczenie studentow darmowych namiastek zamiast "the real thing" byloby jak kurs prawa jazdy kategorii E na hulajnogach.
I tak najciekawszym momentem konferencji był flame-war po tym jak prezes Onet.pl wspomniał, że jego platforma medialna wykorzystuje (o zgrozo!) DRM :]
Tak i obiecał, że za kilka miesięcy problem zostanie rozwiązany, a także że jest to bardzo trudne. Ciekawe, dlaczego cała sala wybuchnęła wtedy gromkim śmiechem
Ogólnie wydawało mi się, że prezes Onetu czuł się trochę zagubiony, jak zaczęto mu zadawać techniczne pytania
ale miał "wsparcie" i te pytania mógł spokojnie oddać specjalistom, co też czynił.
Zresztą idąc tam doskonale zdawał sobie sprawę (a przynajmniej powinien) że pytań technicznych nie uniknie.
Pierwsze zdanie: "Gdy rodziło się prawo autorskie było ono rozsądnym dla społeczeństwa kompromisem, gdyż ograniczenia w kopiowaniu dzieł dotyczyły tylko firm;"
No tak, firma to kapitaliści, jak gnębiono kapitalistów, to było ok, gnębienie ludu pracującego miast i wsi już jest nie ok. Lud ma prawo zagrabić, to co według ludu zagrabili kapitaliści, zgodnie z wytycznymi tow. Lenina "grab zagrablionne". Stallman jest czerwony jak dupa pawiana i cokolwiek wymyśli, to jest to od razu głupie przez stosowanie czerwoności do wszystkiego.
Gdybyś był na wykładzie, wiedziałbyś jak działał w tamtych czasach mechanizm "copyright" opisywany przez Stallmana, czym różnił się od obecnego i po co w ogóle był. Nie byłeś — więc nie przeinaczaj. Jeśli byłeś — podszkol swój angielski.
W Wielkiej Brytanii mechanizm ten powstał, by chronić ,monarchę i arystokrację. Potem, aby chronić interesy bardzo wąskiej grupy zaufanych władcy osób. To były zalążki Copyright-u w Wielkiej Brytanii. Gdy chciano zlikwidować Monopol na maszyny do drukowania książek/wydawania książek, Ci sami arystokraci postanowili wykorzystywać nadal swoją pozycję do zarabiania pieniędzy. Wpadli na pomysł stworzenia tego całego prawa autorskiego, wzięli dzieci i żony, a następnie udali się do Izby Lordów. Przez cały czas opowiadali, jak artyści są pokrzywdzeni i nie mają funduszy(ciekawe, kto im taki los sprezentował?). Tak narodził się Copyright w wielkiej Brytanii. W innych krajach było podobnie. Ciekawe, że gdy sięgam po książkę z okresu komunizmu, to prawo autorskie też przysługuje pewnemu wydawnictwu. Nie pamiętam, ile ich wtedy było. Może jedno?
firma != kapitalista (osoba)
Poza tym cała treść twojego postu świadczy o tym, że nie wiesz, co mówisz i prawdopodobnie jesteś trolem.
To nie do końca tak jest. Jak powstały samochody to producenci dyliżansów, dorożek czy innych powozów konnych też upadli. Jak powstały komputery, edytory tekstu i drukarki to producenci maszyn do pisania też upadli. Podobnie teraz najlepszym medium wymiany muzyką jest Internet, koniec z płytami (czy innymi nośnikami fizycznymi) tylko po to aby posłuchać muzyki. Nie potrzeba teraz wielkich nakładów finansowych aby wypromować artystę, którego wytwórnia/producent uznają za godnego tego. Opublikowanie muzyki w Internecie kosztuje niewiele, nie wymaga żadnych fizycznych materiałów do rozprowadzania, przez co cena tego drastycznie spada, więc i ryzyko maleje. Teraz każdy artysta może się promować sam i sam handlować swoją twórczością. Jako, że najlepszą promocją jest rozdanie swojej muzyki (a jest to możliwe, bo nie kosztuje prawie nic), to w momencie gdy stanie się ona popularna, artysta może zarabiać na:
- album w edycji kolekcjonerskiej
- koncerty
- tantiemy z komercyjnego wykorzystania jego dzieł (dyskoteki, kluby, TV, radio)
- wywiady itp….
Po prostu zmienił się rynek i zmieniły się możliwości i całe to zamieszanie wokół praw autorskich ma na celu jak najdłuższe zachowanie modelu przestarzałego przy życiu. Oczywiście model ten zdrowo nie wydala – zdycha, choć podłączyli to pod respirator i kroplówkę. Sztuczna modyfikacja prawa tak aby zmusić konsumentów to działania w starym modelu wcale nie jest OK.
Sam jestem zwolennikiem kapitalizmu i aktualne procesy jakie zachodzą na rynku muzycznym, są procesami czysto kapitalistycznymi. Sztuczna modyfikacja przepisów tak, aby zmusić ludzi do kupowania w starym modelu jest zła, czy dotacje na walkę z piractwem itp. Jeżeli wierzysz w kapitalizm, to nie powinieneś lubić sztucznej ingerencji w rynek, a to co aktualnie robią na tym polu jest właśnie sztucznym sterowaniem rynkiem.
Bzura, nadal potrzebne są nakłady finansowe, by wypromować artystę. Oczywiście niektórzy mają trochę szczęścia i potrafią to zrobić dzięki mediom za półdarmo.
Na tym raczej nie zarobi. Na wywiadach także. Albumy edycji kolekcjonerskiej mało kto kupuje. Jeżeli nie ma się efektu skali (trzeba śpiewać np. po angielsku) to i edycje kolekcjonerskie nie dadzą mu wystarczających pieniędzy.
Poza tym to, co funkcjonuje w świecie muzyki nie do końca działa w ten sam sposób dla książek, czy filmu.
Ja mam pomysł, jak wypromować artystę we współczesnym świecie
. Każdemu, kto ściągnie album z internetu, płaćmy pewną sumkę pieniędzy. Obecnie tak się dzieje w wypadku MTV. Promocja polega na uiszczeniu MTV opłaty za emisję oddanych do ich dyspozycji utworów danego artysty. Rezygnując z telewizji na rzecz internetu osiągniemy to samo, lecz mniejszym kosztem.
Uważam, że krytyka Blu-ray oraz konsoli PlayStation 3 jest nieuzasadniona. Dzięki temu, że Blu-ray wciąż ma bardzo dobre zabezpieczenia, twórcom opłaca się tworzenie gier na PlayStation 3. Ja, kupując grę, nie kupuję jej po to by ją kopiować. Ja gram w to co kupiłem, a jak nie gram, to kładę na półkę. Niby po co miałbym ją kopiować? Krytyka Blu-ray za zabezpieczenia przeciwko piractwu jest niczym innym jak wspieraniem piractwa.
Stallman nie krytykował tylko zabezpieczeń antypirackich, ale w tym fragmencie mówił o DRM. Skoro są dostępne napędy dla PC to dlaczego ja na linuksie nie mogę takiego filmu otworzyć? choć go legalnie zakupiłem. Tu jest całe zło DRM.
Kto chce złamać filmy, czy gry Blu-ray i tak to prędzej czy później zrobi, a samo DRM przeszkadza tylko osobą które legalnie zakupiły dany produkt.
PS. Nie wiedziałem, że Stallman wspiera somalijskich piratów ( http://prawo.vagla.pl/node/8240 )
@White Eagle: Dlatego, ze twoj system nie potrafi tego sprzetu obsluzyc. Co w tym takiego dziwnego?
Właśnie to jest dziwne, że nie potrafi. Specjaliści od tworzenia sterowników pod Windowsa nie jednokrotnie zakładali ręce i twierdzili: "nie da się". W efekcie do urządzenia trzeba było dodać nowe układy, co podnosiło jego cenę. Pod Linuksem wszystko się da. Problem tylko w tym, iż społeczność zażąda sterowników otwartych, bo nikomu się nie będzie chciało pisać pisemka o przesłanie płytki ze sterownikami lub szukać ich na internecie. To są tylko dwa powody, nie wspomniawszy o automatycznym włączaniu przez jądro flagi debugowania(mam rację?) w przypadku sterowników zamkniętych. Firma wydająca sterownik zamknięty pod Linuksa naraża się na krytykę, gdyby coś w nim nie działało. Firma wydająca sterowniki otwarte na Linuksa, naraża się, że kod zostanie włączony do ogólnego podsystemy, by wiele urządzeń mogło z niego korzystać. W efekcie otrzymalibyśmy bardzo dziwną sytuację, że użytkownicy Windowsa zaczęli przerzucać się na Linuksa, a w efekcie wielu producentów korzystałoby z tych samych podsystemów. Tak ja to przynajmniej widzę. Nie wyłączymy niestety flagi niezaufania do sterownika, gdyż to mijałoby się z celem.
@ trash "Dlatego, ze twoj system nie potrafi tego sprzetu obsluzyc. Co w tym takiego dziwnego?"
Już się hakerzy postarają żeby system potrafił. Gorzej, że są kraje rządzone przez sprzedajne kanalie, które użytkowników takich systemów traktują jak przestępców.
EEE nie karm trola !
Niech z glodu zdechnie!
Ja w kwestii DRM zgadzam się z panem Stallmanem. Każdy, kto zakupił licencję na dany produkt nie powinien mieć problemów ze zrobieniem kopii zapasowej dla siebie (no chyba, że w przyszłości zostanie wynaleziony niezniszczalny nośnik
). Natomiast nie zgadzam się jeśli chodzi o sprawę wolnego oprogramowania. Stawianie tezy, iż całe oprogramowanie powinno być "wolne" według czterech doktryn FSF ma wręcz charakter programistycznego nazizmu, w którym organizacja ma dyktować deweloperom jakiej mają użyć licencji. Według mnie to właśnie ci drudzy powinni mieć _*wybór*_ , jakiej użyją.
Zgadzam się. Jak na zwolennika wolności Stallman za bardzo chciałby wszystkim naokoło nakazać używania Wolnego Oprogramowania
Troszeczkę rozbawiło mnie stwierdzenie, że studenci na uczelniach powinni używać tylko Wolnego Oprogramowania. Jedynym skutkiem takiej decyzji byłoby to, że studenci mieliby ciężej ze znalezieniem pracy (w konsekwencji sama uczelnia stałaby się mniej atrakcyjna), a obsługi zamkniętego oprogramowania musieliby się nauczyć i tak. Do tego należy dodać to, że istnieje wiele zamkniętych programów, które nie mają swoich Wolnych odpowiedników. Ciekawe, czy w takiej sytuacji RMS by odpuścił i "pozwolił" ich używać… mi się wydaje, że nie
@sadi
Do tego należy dodać to, że istnieje wiele zamkniętych programów, które nie mają swoich Wolnych odpowiedników.
Hmmm… Wymień 10:]
Troszeczkę się zgodzę. Obecnie nie jest jednak inaczej. To nie developer decyduje o licencji, ale jego pracodawca. Na domiar złego, prawo w wielu krajach stanowi, że wszystko utworzone przez ciebie w okresie pracy i podlegające pod pełnione obowiązki, należy do twojego pracodawcy. Nie jest więc zbyt różnie. W dodatku zarządca prawami autorskimi ma prawo wydać soft na innej licencji. Jestem za tym, aby coś z tym zrobić. Niech w tym wypadku będzie tak, jak w przypadku firm fonograficznych/artystów w Polsce(lub podobnie). Niech rzeczy tworzone na zamówienie pracodawcy podlegają jemu, a o rzeczy o których on nie wiedział są nasze.
@de_tox: Stallman uwaza ze oprogramowamioe powinno byc wolne dla dobra ludzi, i nalezy zachecac ludzi do korzystania z Wolnego Oprogramowania i jego tworzenia, ale w zaden sposob nie forsowac jakiegos prawnego przymusu !
Najgorsze jest to, że "zwykli ludzie" nie mają nic do powiedzenia w tym temacie. Tzn. są skazani na (nie)łaskę polityków chodzących na smyczy korporacji.
Ja może sprostuję, bo niektórzy nie są świadomi co piszą albo co wiedzą.
Byłem na wykładzie i Stallmann nie kazał nikomu używać Otwartego Oprogramowania, lecz Wolnego, a to jest różnica.
Wolne Oprogramowanie (wg RMS) to takie które daje użytkownikowi wolność wyboru pomiędzy różnymi opcjami. Windows/OS X/PlayStation takim nie jest, gdyż uzależnia użytkownika m.in. od DRM.
Chodzi tu przede wszystkim o mądry i prawdziwie wolny wybór, nie zależnie od tego, czy jest to produkt komercyjny czy otwarty. Tu chodzi o wolność konsumenta.
Otwarte Oprogramowanie to takie które ma otwarte źródła (ale to akurat wiecie…).
Według logiki, której używa Stallman do definiowania wolności, to dane zabezpieczone DRMem też są wolne, ponieważ np. masz wolność ich zakupu i wolność odtwarzania. Jak enumerujemy wolność to na całego
Chyba jednak owej logiki nie znasz.
Stallman mówi o 4 wolnościach :
Jak enumerujemy czyjąś sentencję/idee to na całego
a nie tylko wybrany fragment wyrwany z kontekstu.
Tak, tak, niestety z moim angielskim nie jest najlepiej, stąd nie wszystko dokładnie zrozumiałem
Ale, tak, Ark masz rację co do tych wolności.
Polecam również (zwłaszcza dla tych którzy nie byli i nie słyszeli, aby uwierzyli
) wywiad z rms zamieszczony na idg.pl
a gdzie można znaleść nagrania z tej konfenercji? Z treści newsa wynika, że takowe istnieją. Kto ma linka?
Konferencja była 2 dni temu, człowieku!
Daj ludziom czas żeby to jakoś obrobili…
aha, chcą to jakoś obrabiać przed udostępnieniem? OK, jeżeli ma to polegać na dołączeniu napisów, to jestem za
a jak coś innego, to wolę bez obrabiania
Onet mial to udostepnic, ale pewnie w syfnym flashu i to jeszcze z DRM :/
jak on obliczył że o 3 latach książki przestają się sprzedawać?
Tzn. że nikt nie kupił książki Stary Człowiek i morze od jakiś 52 lat?
Chodziło mu 3-letni cykl wydawniczy, jaki obowiązuje w USA.
http://www.onet.tv/28962,4451,1,4403744,wideo.htm… -> wywiad ze Stallmanem na głównej stronie onetu.
I am impressed, I need to say. Actually hardly at any time do I encounter a blog site which is both educative and entertaining, and allow me to let you know, you may have hit the nail on the head. Your believed is remarkable; the issue is a thing that not enough persons are speaking intelligently about. I am extremely blissful that I stumbled throughout this in my search for an individual point referring to this